piątek, 1 kwietnia 2016

Niewidzialne doświadczenia

"Invisible exhibition", czyli po prostu "Niewidzialna" wystawa to projekt który ma pomóc nam otworzyć oczy na problemy osób niewidomych ( czy też mocno  niedowidzących). Nie będę pisała o tym co dokładnie tam się dzieje, bo trzeba po prostu iść i przeżyć to na własnej skórze, ale podzielę się kilkoma spostrzeżeniami "na świeżo". To niezwykłe "macalisko" (Ci którzy byli zrozumieją, Ci którzy będą dopiero zrozumieją ;)) odwiedziłam wczoraj i już żałouję, że wtedy też ta notka nie powstała.

Po pierwsze: poszłam tam sama. Wiadomo, niektórym nie pasował termin, innym godzina (11:00 rano) itd.  W mojej grupie były również trzy pary damsko-męskie i w sumie KTO CHODZI SAM NA WYSTAWY (na kolację do restauracji etc.)?! Otóż,  we wspaniałej Ameryce jakiś czas temu było głośno o tym, że liczba osób w pojedynkę odwiedzających tego typu miejsca rośnie. Tak proszę Państwa, jesteśmy rasą alienującą się! Niby nie ma się czego wstydzić, niemniej jednak, na początku czułam się dziwnie. Troszkę niezręcznie? Ale w chwili gdy zgasły światła i show się rozpoczęło, spięcie opadło i rozpoczęła się "zabawa".

Po drugie: Taaak, niby zdajemy sobie sprawę z tego, że życie osoby jest inne i musi być dużo cięższe, ale dopiero doświadczenie tego uświadamia nam w jak wielu aspektach się ono różni i jak możemy tym osobom choć trochę pomóc, ułatwić codzienną egzystencję.

Po trzecie: nie widzisz, ale czujesz. Idź i poczuj, jak łatwo wyczuć drugiego człowieka. Nadal jestem w szoku, jak po "usunięciu" przeszkody jaką jest wzrok opadają więzy skrępowania (no ale bez przesady moi drodzy, bez przesady), atmosfera się rozluźnia, śmiejemy się i wymieniamy spostrzeżenia gdzie przed kilkoma minutami nikt nie mógł wydusić z siebie zwięzłego "nie, nie mamy pytań".

Po czwarte: myślałam, że spędziłam TAM góra 30 min. a okazuje się, że prawie 3 razy dłużej.



Krótko mówiąc, niesamowite doświadczenie!


Więcej pożytecznego info: http://niewidzialna.pl/   

 Człowieku, idź, doświadcz czegoś innego! Najwyżej stracisz trochę czasu, który spędziłbyś przeglądając fejsa, albo filmiki o przewracających się pandach. ;)

PIona!

niedziela, 10 maja 2015

10.05.2015

Te moje daty są takie straszne, takie bezpłciowe. 

Do niedawna żyłam w przekonaniu, że ludzie nie są mi potrzebni. Spotykam ich na różnych etapach swojego życia, popatrzę, posłucham, może "coś" od nich wezmę. Myślałam, że nie ma sensu się do nich zbliżać  gdyż i tak jeden jest podobny do drugiego. Nie są ciekawi. Ale pewnego mroźnego wieczoru, po kilku % koleżanka potrzebowała pocieszenia, bo rozstała się z chłopakiem. Jako osoba, która nie wierzy  jeszcze w takie rzeczy jak związki nie potrafiłam złożyć żadnej w miarę składnej treści, która mogłaby ukoić jej ból istnienia w tamtej chwili. Oczywiście przytuliłam ją a później zaczęłam wygłaszać swoje teorie: "to są tylko ludzie, nie ten to następny, przecież to nic takiego, nie są wcale potrzebni, ważniejsze są przygody, wspomnienia" i po krótkiej ciszy usłyszałam od mojej przyjaciółki (nie tej zdruzgotanej chłopakiem) "tak, ale Ci ludzie są częścią tych wspomnień". Może nie było to wstrząsająco głębokie, jednakże skłoniło mnie do ponownej analizy mojej teorii. Wiecie, myślę, że pewne rzeczy człowiek jest sobie w stanie wmówić. Nawet słuszność własnych pomysłów. A raczej tym bardziej, jako że nie potrafi być zupełnie obiektywny w takich sytuacjach.

Wiem, że samotnicy lubią spędzać czas w swoim własnym towarzystwie. Ja też. Usłyszałam gdzieś kiedyś, że póki człowiek nie nauczy się radzić sobie ze sobą i nie polubi spędzać czasu ze sobą (wszystko w granicach rozsądku), to nie jest zupełnie gotowy na związek z drugą osobą. Fenomen tego wynalazku omówimy przy innej okazji. Może. Wracając do meritum: człowiek jest zwierzęciem stadnym czy tego chce czy nie. Ludzie są nam potrzebni. Do czego? Do tego, żeby wypić razem herbatę, uśmiechnąć się i upewnić się, że ziemia nadal się kręci. Odrzucanie tego na siłę i wmawianie sobie, że "nikt nie rozumie" jest dosyć bezsensowne, ponieważ "in the end" jedyne co nam pozostaje, to właśnie drugi człowiek. Czy tego chcesz, czy nie.


.

wtorek, 21 października 2014

Najwspanialsze życzenia.

W związku z ostatnimi wydarzeniami miałam przyjemność otrzymać sporo życzeń od rodziny, znajomych i reszty ludzi od których zazwyczaj tak owe się słyszy. Dużo miłych słów. "Słowa, słowa, słowa." Jedne szczere do bólu: "sto lat. napisałbym dłuższe i porządniejsze, ale i tak się nie spełnią", inne przesłodzone tak, że czekolady nie tknę do świąt. Ale nie o tym. Wśród potoku (ulewy!) słów, najbardziej urzekły mnie te z pozoru najprostsze: nie zmieniaj się. Proste, nudne, krótkie a jednak najgłębiej zapadają w pamięć. Czemu? Dlatego iż świadczą o akceptacji. Często będąc sobą nie zastanawiamy się jak postrzega nas otoczenie. I bardzo dobrze.

Akceptacja. Niby to proste. Nie czepiam się, nie osądzam. A jednak to proste słowo często zostaje zagłuszone przez szum świata. Mamy być idealni, uśmiechnięci, piękni, mądrzy, zabawni. I  gdy czujemy jak daleko temu wszystkiemu do rzeczywistości, zaczynamy się gubić. Każdy z nas potrzebuje akceptacji i na nią czeka. Ale akceptacja  nie powinna być utożsamiana z biernością. Możemy coś akceptować, ale jednocześnie pracować nad tym. Chodzi też o to, żeby zaakceptować samego siebie i to co nas otacza. Nieraz po prostu coś jest tak, jak jest. Nie wybieramy rodziny w której przychodzimy na świat, miejsca w którym dorastamy, czy ludzi których spotykamy na swojej drodze. Ale dążenie do ślepej, bliżej nieokreślonej "perfekcji" nie prowadzi do niczego dobrego. Czemu ktoś uznał, że mały nos, wystające żebra, czy porządek są pożądane ? Dlaczego dla mnie mój bałagan nie może być tym co kocham?


"3,14erdolę was i wasze wzorce piękna i urody. Walcie się razem z waszym Vogue'm i waszą top modelką'' Bogdan Krzemiński. 


Powtarzam sobie:


 " Świecie, to Ty jesteś nienormalny, to Ty jesteś chory i nie będziesz mi mówił jak mam żyć!"


Już sama nie wiem co piszę. Miało być o akceptacji ale innej a zeszło na głupi, przeżuty temat samoakceptacji . bez sensu. +tu jedno, tu drugie, i znów powrót do pierwszego tematu. Ja, ogarnij się.


Edit: Doszłam dziś jednak do wniosku, że często właśnie te "przeżute" tematy, o których często nie możemy już słuchać są bardzo istotne. Najczęściej to one właśnie przelatują nam przez głowę nie pozostawiając po sobie nawet śladu. Nie zadręczaj się wystającym włosem, czy zakrzywionym nosem. Głęboki oddech, ale aż taki, że poczujesz powietrze ocierające się o płuca. Jesteś piękny. 


Z cyklu "A dziś polecam" : Zostań ze mną. Oddychaj. Doceń.